Efektywność Ryszarda

Ryszard obudził się z ogromną chęcią i motywacją do działania. To była sobota, którą sobie już od dawna planował, aby ogarnąć potrzebne naprawy w domu. Cała rodzina wyjechała i wiedział, że dziś do wieczora nikt nie będzie mu przeszkadzał.


Najważniejsza była cieknąca rynna.

Ubierał się odpowiednio do wyjścia na zewnątrz, gdy spojrzał na zawias szafy, który od dawna wymagał regulacji. Pomyślał, że to potrwa tylko chwilę, więc poszedł po narzędzia. Niestety śrubokręt, który pasowałby do zawiasa gdzieś się zapodział.


Fakt, narzędzia od dawna wymagały porządków. Szukając śrubokręta, znalazł lut, którego szukał już kilka miesięcy wcześniej. Ucieszył się ze znalezienia lutu, myśląc o prawie skończonym zasilaczu, wystarczyło tylko polutować. Położył lut na biurku, aby nie zapomnieć polutować później zasilacza.


Niestety śrubokręt, który dobrze wiedział, że będzie pasował do zawiasu – jakby zapadł się pod ziemię. Pomyślał że może dzieci zabrały go do zabawy i zaczął przeszukiwać ich zabawki. Od razu w zabawkach dzieci natknął się na paczkę podkładek, które wcześniej kupił do naprawy rynny. Szukałby ich, a tu od razu udało mu się znaleźć. Przypomniał sobie o rynnie i zmobilizował w sobie zostawiając zawias na później. Niestety drabiny koniecznej do naprawy rynny nie było w garażu.


W garażu za to mrugająca lampa sama przypomniała o tym, że już od dawna zamierzał ją naprawić. Przyniósł narzędzia do naprawy lampy, gdy uświadomił sobie, że tu również bez drabiny się nie obędzie. Aby zapytać gdzie może być drabina zadzwonił do żony, nie odebrała jednak.


Przez tą chwilę gdy czekał ze słuchawką w ręku przyjrzał się wysuniętej plastikowej osłonce na spodzie karoserii samochu. Jedna osłonka dała się wcisnąć bez problemu, druga niestety stawiała dziwny opór. Gdy mocował się leżąc przy samochodzie,  próbując wcisnąć niesforny plasticzek za lewym przednim kołem, żona oddzwoniła. Niestety telefon zaklinował mu się w kieszeni i nie udało się odebrać. Zadzwonił zaraz znowu, ale telefon był zajęty. Spojrzał na plasticzek,  sukces wydawał się tak blisko. Potrzebował lusterka aby zobaczyć dlaczego plastyczek nie wchodzi. Znalazł lusterko w sypialni i jednocześnie strasznie nabłocił tam butami.


Pomyślał, że będzie trzeba na koniec zrobić po wszystkim generalne sprzątanie. Gdy wrócił z lusterkiem migająca dioda odłożonego telefonu pokazywała, że ktoś dzwonił. Na szczęście to żona – oddzwonił i od razu usłyszał prośbę o sprawdzenie czy wyłączyła piekarnik. Poszedł sprawdzić,  piekarnik był wyłączony, ale znowu nabłocił, tym razem w kuchni. Pamiętał, że ma o coś żonę zapytać i nie mógł sobie przypomnieć. W chwili gdy rozłączył się, zamrugała znowu lampa w garażu i od razu przypomniał sobie o drabinie. Kolejny telefon i znowu sukces – żona przypomniała mu, że drabinę sam przecież pożyczył sąsiadowi.


Spojrzał na plasticzek i stwierdził, że bez tej naprawy i tak można jeździć. Sąsiada niestety nie było w domu. Szczęściem napatoczył się drugi sąsiad, który miał nawet lepszą drabinę i obiecał pożyczyć. Poprosił tylko o pomoc – trzeba mu było odkręcać i zakręcać kran, kiedy sam mocował się końcówką zraszacza. Niestety nie chciało działać. Ryszard zaproponował zamianę i mimo pomoczenia szybko stwierdził, że końcówka zraszacza jest innego typu niż wąż.


Niestety drabina nie była do końca sprawna. Wypadła z niej śruba M10 wraz z nakrętką. Pomógł sąsiadowi ją szukać, bezowocnie. Pogawędzili trochę o kretach, które stały się prawdziwym utrapieniem. Obiecał, że szybko kupi śrubę M10 i odda drabinę ze śrubą. Pojechał do marketu budowlanego i znalazł śruby M10, niestety były tylko w dużym opakowaniu. Na nieszczęście zapomniał portfela. Wrócił się po portfel i był już nieźle zdenerwowany. Zobaczył, która jest godzina - a rynna jeszcze nie ruszona.


Gdy przyjechał do domu, okazało się że śruby M10 były o kilka milimetrów za krótkie. Wsadził więc z dwóch stron dwie sruby i kilkukrotnie owinął taśmą malarską bo nie mógł znaleźć srebrnej taśmy. Przypomniał sobie, że srebrna taśma się skończyła się i pomyślał, że szkoda, że nie kupił nowej rolki będąc w markecie. 


Na szczęście mógł wspiąć się do rynny. Okazało się, że rynna wcale nie wymagała nowych podkładek tylko pękła. Poszedł sprawdzić czy ma coś, aby to naprawić, Podczas przeszukiwania różnych rzeczy zobaczył, że jest lutownica, a na biurku leżał już lut i zasilacz, szybko więc podłączył lutownicę, aby choć coś mieć skończone przed obiadem. Niestety lut nie chciał nijak się trzymać drutów. Otworzył komputer, aby sprawdzić jak temu zaradzić. Przy okazji odpowiedział na kilka wiadomości i zorientował się że zaczyna być głodny.


Nagle zobaczył za oknem padający deszcz i szybko rzucił się po narzędzia i drabinę. Przeniósł je do garażu i od razu zabrał się tam za lampę.  Patrząc z góry zobaczył w garażu śrubokręt, którego tyle szukał. Śrubokręt leżał na najwyższej półce i dopiero, gdy Ryszard wspiął się na drabinę - mógł go zobaczyć.


Przechylił się aby sięgnąć po śrubokręt, gdy nagle drabina zrobiła pod nim dziwną ewolucję – puściła przemoczona taśma trzymająca śruby M10.  Ryszard chwycił się kabla lampy aby utrzymać równowagę. Równowagi nie utrzymał, a oderwana lampa wydała z siebie fontannę iskier po uderzeniu w samochód. Tak właśnie Ryszard złamał w dwóch miejscach przedramię prawej ręki. Nie, lutownica nie spaliła domu.


Osobista efektywność, której brakowało Ryszardowi to nie tylko zaczynanie i nie kończenie mnóstwa rzeczy. Ale bez tak podstawowych umiejętności trudno marzyć o Zarządzaniu Projektami. Bo jak mam zarządzać wieloma osobami, gdy nie potrafię zarządzić sobą?


Aby zaradzić problemowi Ryszarda nauczyłem się pisać sobie co mam w najbliższym czasie do zrobienia i sztywno trzymać się tego, co jest najbardziej priorytetowe na liście (oznaczałem A -najważniejsze i pilne, B - ważne, ale nie pilne, C - mniej ważne, ale pilne) zwie się to Macierzą Eisenhowera. 


100% AI free, napisane w 2015, odnalezione w 2026.